Strona główna » Blog » Pojedynek roślin: mrozoodporność sagowca i daktylowca – praktyczny test po zimie

Pojedynek roślin: mrozoodporność sagowca i daktylowca – praktyczny test po zimie

Autor: Kasia DrobnikData dodania: 15-05-2026
Daktylowiec kanaryjski i sagowiec odwinięty podobno wytrzymują podobne temperatury. Internet twierdzi, że oba „dają radę do około -5°C”. Problem w tym, że rzeczywistość znowu postanowiła wyśmiać internetowe tabelki. Po dwóch tygodniach zimowania w temperaturach spadających poniżej zera jeden gatunek wyglądał prawie normalnie, a drugi jak uczestnik botanicznej katastrofy. W tym wpisie porównuję reakcję obu roślin na mróz i pokazuję, dlaczego „mrozoodporność” to znacznie bardziej skomplikowany temat niż jedna liczba w opisie.


Pojedynek na mróz: daktylowiec vs sagowiec. Jeden przeżył. Drugi wygląda jak siano


Każdej zimy Internet znowu zaczyna opowiadać tę samą bajkę.

„Ta palma wytrzymuje -5°C”.
„Ten gatunek jest mrozoodporny”.
„Spokojnie, da sobie radę”.

Brzmi pięknie. Niemal romantycznie. Problem polega na tym, że rośliny mają głęboko gdzieś opisy z katalogów, tabelki z Pinterestu i internetowych ekspertów rzucających liczbami, jakby właśnie odkryli fizykę kwantową, a nie przeczytali trzy wpisy na forum z 2011 roku.

Tej zimy zrobiłam więc mały, nie do końca planowany eksperyment. Dwa daktylowce kanaryjskie i dwa sagowce odwinięte zimowały w identycznych warunkach — w nieogrzewanym pomieszczeniu, do którego niestety dostał się mróz. Przez około dwa tygodnie temperatura spadała poniżej zera, najniżej do około -3°C.

Tak, wiem. Nie oceniajcie mnie. Mam za dużo roślin i za mało miejsca. Klasyczny problem ludzi, którzy twierdzą, że „już nic więcej nie kupią”, a potem wracają z kolejną palmą większą od własnej godności.

Efekt tego eksperymentu okazał się jednak wyjątkowo ciekawy.

Sagowce praktycznie wzruszyły ramionami. Starszemu uszkodziły się jedynie najmłodsze liście rozwijane jeszcze jesienią — czyli dokładnie te najbardziej delikatne i miękkie. Reszta wygląda tak, jakby cała sytuacja była dla nich co najwyżej lekką niedogodnością.

Daktylowce natomiast… cóż. Wyglądają, jakby życie je zmęczyło. Liście poszarzały, zaschły i sprawiają wrażenie, jakby ktoś próbował zrobić z nich ekologiczne siano premium dla wielbłądów.

I właśnie wtedy przypomniałam sobie coś bardzo ważnego: „mrozoodporność” roślin to nie jest jedna magiczna liczba. To bardziej skomplikowane niż internetowe poradniki próbują nam wmówić. Bo -3°C przez jedną noc to nie to samo, co dwa tygodnie zimna, wilgoci i wychłodzonej bryły korzeniowej.

A niektóre rośliny najwyraźniej są znacznie twardsze, niż sugeruje ich wygląd. Zwłaszcza te, które pamiętają jeszcze czasy dinozaurów.



Spis treści:

1. Zasady pojedynku, czyli zanim Internet zacznie krzyczeć „to nie było miarodajne!”

2. Prezentacja zawodników

3. Dlaczego teoria nie zgadza się z praktyką?

4. Galeria „po walce”

5. Co z tego wynika? Czyli praktyczne wnioski po zimowym eksperymencie




zobacz też inne artykułyZobacz też nasze inne artykuły

Jak uprawiać sagowca odwiniętego?

Jak zabezpieczyć palmy przed mrozem?





pojedynek sagowca i daktylowca na mrozoodporność



Zasady pojedynku, czyli zanim Internet zacznie krzyczeć „to nie było miarodajne!”

Żeby było uczciwie: oba gatunki dostały dokładnie ten sam pakiet zimowych atrakcji. Żadnego faworyzowania, żadnych tropikalnych wakacji pod lampą LED i żadnego „ten stał bliżej cieplejszej ściany”. Czysty eksperyment. Trochę przypadkowy, ale właśnie takie są zwykle najbardziej szczere.

Zarówno daktylowce kanaryjskie, jak i sagowce odwinięte zimowały:

  • w donicach,
  • w tym samym nieogrzewanym pomieszczeniu,
  • bez dodatkowego doświetlania,
  • przy podobnym podlewaniu,
  • bez aktywnego wzrostu
  • i z identycznym kontaktem z mrozem.

Temperatura przez około dwa tygodnie regularnie spadała poniżej zera, a najniżej osiągnęła około -3°C. Niby niewiele. W teorii oba gatunki powinny to przeżyć bez większego dramatu, bo Internet zgodnie twierdzi, że „wytrzymują do około -5°C”.

No więc… teoria spotkała praktykę. Praktyka przyszła z łopatą.

 

ParametrDaktylowiec kanaryjskiSagowiec odwinięty

Temperatura minimalna

ok. -3°C

ok. -3°C

Czas trwania chłodu

ok. 2 tygodnie

ok. 2 tygodnie

Warunki zimowania

to samo nieogrzewane, dość ciemne pomieszczenieto samo nieogrzewane, dość ciemne pomieszczenie

Stan po zimie

wygląda jak emocjonalne wypalenie

prawie bez zmian

Uszkodzenia

rozległe uszkodzenia liści

jedynie najmłodsze liście

Poziom dramatu

wysoki

prawie zerowy
 

I właśnie dlatego nie warto ślepo wierzyć pojedynczej liczbie podawanej jako „mrozoodporność”. Bo dla roślin ogromne znaczenie ma nie tylko sama temperatura, ale też długość jej działania, wilgotność, kondycja rośliny, stan korzeni i to, czy chłód trwa jedną noc… czy dwa tygodnie.

A najwyraźniej sagowiec uznał tę zimę za lekko niekomfortową, podczas gdy daktylowiec przeżył egzystencjalny kryzys.

 

Prezentacja zawodników

Runda 1: daktylowiec kanaryjski – król folderów reklamowych i ofiara zderzenia z rzeczywistością

Daktylowiec kanaryjski (Phoenix canariensis) to bez dwóch zdań jedna z najbardziej „instagramowych” palm świata. Wystarczy jedno zdjęcie i człowiek już mentalnie siedzi na tarasie z drinkiem, mimo że za oknem jest listopad, 6°C i poziom wilgoci odpowiedni do hodowli grzybów laboratoryjnych.

To właśnie ten gatunek najczęściej pojawia się w internetowych wizjach „tropikalnego ogrodu w Polsce”. Rośnie szybko, wygląda spektakularnie, daje natychmiastowy efekt egzotyki i — co najważniejsze — niemal zawsze jest opisywany jako palma „wytrzymująca lekkie mrozy”.

No właśnie. „Lekkie mrozy”.

To jedno z tych określeń, które w świecie roślin działają mniej więcej tak precyzyjnie jak „niewielki ból” w medycynie. Dla jednych oznacza drobny dyskomfort. Dla innych amputację nogi bez znieczulenia.

W przypadku daktylowca bardzo często można znaleźć informację o odporności do około -5°C. Technicznie nie jest to kłamstwo. Problem polega na tym, że większość ludzi interpretuje tę liczbę w kompletnym oderwaniu od warunków, w jakich została zaobserwowana.

Bo „wytrzymuje -5°C” zwykle oznacza:

  • krótkotrwały spadek temperatury,
  • roślinę rosnącą w gruncie,
  • dobrze ukorzeniony, dorosły egzemplarz,
  • bardziej suchy klimat
  • i często warunki śródziemnomorskie, gdzie zimno wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce.

A polski chłód potrafi być wyjątkowo podły. Nie spektakularny. Nie syberyjski. Po prostu długotrwały, mokry i wciskający się wszędzie jak kiepski sąsiad bez poczucia granic.

I tutaj dochodzimy do najważniejszej rzeczy: dla roślin ogromne znaczenie ma nie tylko minimalna temperatura, ale także czas jej działania. Jedna noc z lekkim przymrozkiem to zupełnie co innego niż dwa tygodnie ciągłego wychłodzenia. Zwłaszcza w donicy.

Bo roślina rosnąca w pojemniku nie ma komfortu, jaki daje grunt. W ziemi temperatura zmienia się wolniej, a korzenie są lepiej izolowane. Donica działa inaczej — wychładza się szybko, często praktycznie z każdej strony jednocześnie. Bryła korzeniowa traci stabilność termiczną, a roślina dostaje sygnał, że właśnie rozpoczął się biologiczny survival.

I niestety, po tej zimie daktylowce wyglądają dokładnie tak, jak można się spodziewać po palmie, która usłyszała: „Spokojnie, tylko chwilę będzie zimno”, a potem spędziła dwa tygodnie w temperaturze poniżej zera. Liście zaschły, poszarzały i sprawiają wrażenie, jakby roślina próbowała zamienić się w archeologiczny eksponat jeszcze za życia. Czy stożek wzrostu przetrwał? Wydaje się, że tak, ale to się okaże. Jednak palmy potrafią czasem zaskoczyć i wrócić do życia mimo dramatycznego wyglądu części nadziemnej.

Ale jedno jest pewne: teoria o „takiej samej mrozoodporności” właśnie dostała bardzo bolesną lekcję biologii.


Runda 2: sagowiec odwinięty – roślina, która wygląda luksusowo, ale ewolucyjnie jest czołgiem

I teraz wchodzi on. Cały na zielono. Sagowiec odwinięty (Cycas revoluta), czyli roślina, która wygląda tak, jakby całe życie spędzała na ekskluzywnym hotelowym patio z muzyką relaksacyjną w tle i mgiełką wody mineralnej rozpylaną co 15 minut.

A potem przychodzi mróz i okazuje się, że psychicznie ten organizm jest bliżej karalucha po wojnie nuklearnej niż delikatnej egzotyki z Instagrama.

I właśnie tutaj robi się naprawdę ciekawie.

Bo mimo wyglądu przypominającego tropikalną księżniczkę, cykas okazał się zdecydowanie bardziej odporny niż daktylowiec. Po dwóch tygodniach chłodu i temperatur spadających poniżej zera oba egzemplarze wyglądały zaskakująco dobrze. Starszy sagowiec stracił jedynie najmłodsze liście, które zaczął rozwijać jeszcze jesienią. Reszta praktycznie nie zareagowała na całą sytuację.

I to nie jest przypadek.

Po pierwsze — sagowiec to nie palma. Wiem, wygląda jak palma. Internet też uparcie wrzuca go do kategorii „palmy doniczkowe”, bo najwyraźniej wszystko z pierzastymi liśćmi musi być palmą. To mniej więcej taka sama logika jak uznawanie delfina za rybę, bo mieszka w wodzie.

Cycas revoluta należy do sagowców — bardzo starej grupy roślin, które istniały jeszcze w czasach dinozaurów. Dosłownie. To żywe relikty ewolucji, które przetrwały epoki, zmiany klimatu i globalne katastrofy, więc najwyraźniej dwa tygodnie polskiego chłodu nie zrobiły na nich szczególnego wrażenia.

I to widać również w budowie rośliny. Sagowce mają wyjątkowo twarde, sztywne tkanki i znacznie bardziej „pancerną” strukturę niż wiele palm. Ich liście są grube, skórzaste i dobrze zabezpieczone przed utratą wody oraz uszkodzeniami mechanicznymi. Nie oznacza to oczywiście, że są niezniszczalne — mokrego zimna nadal nie lubią, szczególnie przy długotrwałym zawilgoceniu podłoża. Ale przy względnej suchości potrafią znieść chłód znacznie lepiej, niż sugeruje ich wygląd.

Najciekawsze jest jednak to, które części rośliny ucierpiały. Uszkodzeniu uległy wyłącznie najmłodsze liście rozwijane jesienią. I z biologicznego punktu widzenia ma to pełen sens. Młode przyrosty są miękkie, delikatniejsze, zawierają więcej wody i nie zdążyły jeszcze w pełni stwardnieć. Są więc znacznie bardziej podatne na przemarzanie. Starsze, dojrzałe liście pozostały natomiast praktycznie nietknięte.

To bardzo dobra ilustracja tego, jak ogromne znaczenie ma stan tkanek w momencie wystąpienia chłodu. Roślina aktywnie rosnąca jest zwykle dużo bardziej wrażliwa niż egzemplarz znajdujący się w pełnym spoczynku. Czyli mówiąc brutalnie: jesienny entuzjazm wzrostowy został przez mróz bardzo szybko sprowadzony do parteru.

Ale sam sagowiec? Sagowiec najwyraźniej uznał całą sytuację za lekko irytującą zmianę klimatu i wrócił do dalszego istnienia bez większego dramatu.

 

Dlaczego teoria nie zgadza się z praktyką?

I tutaj dochodzimy do momentu, w którym internetowe tabelki mrozoodporności zaczynają się sypać szybciej niż marketowa lawenda po tygodniu „troskliwej” opieki. Bo problem z określeniami typu „roślina odporna do -5°C” polega na tym, że ludzie traktują je jak prostą matematykę:

  • było tylko -3°C,
  • roślina ma wytrzymywać -5°C,
  • więc wszystko powinno być dobrze.

Tymczasem biologia patrzy na takie rozumowanie z wyraźnym politowaniem. Mrozoodporność nie jest jedną magiczną liczbą. To cały zestaw zależności, warunków i zmiennych, które mogą diametralnie zmienić reakcję rośliny.

Bo „do -5°C” nie oznacza automatycznie:

  • dwóch tygodni ciągłego chłodu,
  • mokrej donicy stojącej w wilgotnym pomieszczeniu,
  • braku światła,
  • wysokiej wilgotności powietrza,
  • wychłodzonej lub częściowo przemarzającej bryły korzeniowej.

A Internet uwielbia upraszczać takie rzeczy bardziej niż ludzie uwielbiają zabijać lawendę nadmiarem troski i codziennym podlewaniem „bo wyglądała na spragnioną”.


Czas trwania chłodu ma znaczenie. Ogromne.

Roślina może całkiem dobrze znieść krótkotrwały spadek temperatury poniżej deklarowanej granicy. Jedna zimna noc to dla wielu gatunków tylko chwilowy stres.

Ale dwa tygodnie chłodu działają zupełnie inaczej. Tkanki wychładzają się stopniowo, korzenie tracą zdolność prawidłowego funkcjonowania, a roślina coraz gorzej radzi sobie z transportem wody i utrzymaniem stabilności komórkowej. To nie jest już „krótki epizod pogodowy”. To biologiczne przeciąganie liny z fizjologią.


Donica to nie grunt

I to jest jeden z najczęściej ignorowanych aspektów zimowania egzotyków. Roślina posadzona w gruncie ma naturalną izolację. Temperatura gleby zmienia się stosunkowo wolno, a głębsze warstwy ziemi długo utrzymują ciepło zgromadzone wcześniej.

Donica działa odwrotnie. Bryła korzeniowa jest otoczona zimnym powietrzem praktycznie z każdej strony, więc wychładza się dużo szybciej. Korzenie egzotycznych roślin często są znacznie bardziej wrażliwe niż same liście i właśnie tam zaczynają się pierwsze poważne problemy.

Bo nawet jeśli część nadziemna wygląda jeszcze przyzwoicie, uszkodzenia systemu korzeniowego mogą ujawnić się dopiero po czasie.


Mokry chłód jest dużo gorszy niż suchy mróz

I tutaj polski klimat potrafi być wyjątkowo podstępny. W suchym klimacie śródziemnomorskim roślina może przejść lekki mróz stosunkowo dobrze. Tymczasem zimna wilgoć działa zupełnie inaczej — zwiększa ryzyko uszkodzeń tkanek, gnicia i problemów z korzeniami.

Dlatego dwie identyczne temperatury w różnych warunkach mogą dać kompletnie różne efekty. -3°C przy niskiej wilgotności powietrza przez kilka godzin to nie to samo co -3°C przez wiele dni w wilgotnym, niedoświetlonym pomieszczeniu. Dla rośliny to praktycznie dwa różne światy.


Nie wszystkie liście są równie odporne

Bardzo dobrze było to widać u sagowca. Uszkodzeniu uległy jedynie najmłodsze liście rozwijane jesienią. Dlaczego? Bo młode tkanki są delikatniejsze, zawierają więcej wody i nie zdążyły jeszcze w pełni stwardnieć. Starsze liście były już dojrzałe, grubsze i znacznie bardziej odporne na stres termiczny.

To samo dotyczy wielu innych egzotyków — roślina aktywnie rosnąca zwykle dużo gorzej znosi nagły chłód niż egzemplarz pozostający w stanie względnego spoczynku.


Liście mogą umrzeć. Stożek wzrostu niekoniecznie

I to jest moment, w którym wiele osób zbyt wcześnie ogłasza pogrzeb. U palm czy sagowców uszkodzenie liści nie zawsze oznacza śmierć całej rośliny. Kluczowe znaczenie ma stan stożka wzrostu, czyli miejsca, z którego rozwijają się nowe liście. Jeśli stożek przetrwał, roślina często potrafi się zregenerować — nawet po bardzo dramatycznie wyglądających uszkodzeniach części nadziemnej.

Dlatego daktylowce mogą jeszcze odbić. Albo nie. Biologia bywa niestety bardziej skomplikowana niż motywacyjne wpisy ogrodnicze o „silnych roślinach, które zawsze wracają”. Czasem wracają. Czasem wracają tylko rachunki za nowe sadzonki.

 

Galeria „po walce”

 
daktylowiec kanaryjski po dwóch tygodniach mrozu
Dwa daktylowce kanaryjskie po dwóch tygodniach lekkiego mrozu
sagowiec odwinięty po dwóch tygodniach mrozu
Dwa sagowce odwinięte, najwyraźniej niezainteresowane dramatem



Co z tego wynika? Czyli praktyczne wnioski po zimowym eksperymencie

Po całym tym roślinnym reality show można wyciągnąć kilka bardzo konkretnych wniosków. Takich prawdziwie praktycznych, a nie w stylu internetowych porad typu „zapewnij odpowiednie warunki”. Dziękuję, Sherlocku botaniki.


Daktylowiec kanaryjski: mniejszy twardziel, niż sugeruje Internet

Daktylowca kanaryjskiego zdecydowanie lepiej zimować w temperaturze powyżej zera — szczególnie jeśli rośnie w donicy. Krótkotrwały, lekki przymrozek to jedno, ale długotrwałe wychłodzenie to już zupełnie inna historia. I właśnie ten czas działania chłodu okazał się tutaj kluczowy.

Przez kilka godzin daktylowiec prawdopodobnie poradziłby sobie całkiem nieźle. Problem zaczął się wtedy, gdy niska temperatura utrzymywała się przez wiele dni, a bryła korzeniowa stopniowo traciła możliwość normalnego funkcjonowania.

To ważna różnica, o której często się zapomina:

„wytrzymuje lekki mróz” nie oznacza: „lubi siedzieć dwa tygodnie w zamrażarce”.

Warto też pamiętać, że dramatyczny wygląd liści nie zawsze oznacza śmierć całej rośliny. U palm kluczowy jest stan stożka wzrostu. Jeśli przetrwał, daktylowiec może jeszcze odbić i wypuścić nowe liście, nawet jeśli obecnie wygląda jak rekwizyt z filmu postapokaliptycznego.

Czy tak będzie? To się okaże. Palmy mają czasem zaskakująco silną wolę życia. Trochę jak chwasty. Tylko znacznie droższe.


Sagowiec odwinięty: biologiczny oszust

Cycas revoluta po raz kolejny udowodnił, że wygląda jak delikatna egzotyka dla ludzi pijących wodę z ogórkiem i medytujących o świcie, ale w rzeczywistości jest zaskakująco odpornym ewolucyjnym potworem.

Chłód zniósł zdecydowanie lepiej niż daktylowiec. Dojrzałe liście praktycznie nie ucierpiały, a uszkodzeniu uległy jedynie najmłodsze przyrosty rozwijane jesienią. Czyli dokładnie te tkanki, które były jeszcze miękkie i najbardziej podatne na przemarzanie.

To bardzo ważna obserwacja praktyczna: aktywnie rosnący cykas będzie bardziej wrażliwy niż egzemplarz pozostający w pełnym spoczynku.

Czy oznacza to, że sagowca można bezpiecznie traktować jako roślinę „mrozoodporną”? Absolutnie nie. I tutaj chciałabym bardzo wyraźnie uprzedzić Internet przed kolejnym genialnym pomysłem. To, że cykas przeżył dwa tygodnie lekkiego mrozu w osłoniętym pomieszczeniu, nie oznacza, że należy go zakopać w listopadzie pod tujami i oczekiwać cudu biologii na wiosnę.

Sagowiec nadal:

  • nie lubi mokrego zimna,
  • źle reaguje na długotrwałe zawilgocenie zimą,
  • może bardzo źle znieść silniejszy mróz
  • i zdecydowanie nie jest typową rośliną do całorocznej uprawy gruntowej bez zabezpieczenia w polskim klimacie.

Ale jednocześnie okazał się znacznie odporniejszy, niż sugeruje jego wygląd. I właśnie dlatego warto czasem obserwować rośliny w praktyce zamiast ślepo wierzyć jednej liczbie w opisie produktu. Bo między „teoretycznie wytrzymuje” a „realnie przeżywa polską zimę” potrafi istnieć naprawdę ogromna różnica.

 

Na zakończenie

Rośliny egzotyczne uczą jednej bardzo ważnej rzeczy: „mrozoodporność” to nie jest jedna magiczna liczba, którą można wrzucić do tabelki i uznać temat za zamknięty.

Bo między teorią a praktyką stoją jeszcze:

  • długość działania chłodu,

  • wilgotność,

  • stan korzeni,

  • kondycja rośliny,

  • wiek tkanek,

  • ilość światła,

  • rodzaj zimowania

  • i odrobina biologicznego szczęścia.

Ta sama temperatura może dla jednej rośliny oznaczać lekki dyskomfort, a dla drugiej pełnoprawny kryzys egzystencjalny zakończony zamianą liści w ekologiczne siano.

I właśnie dlatego warto podchodzić do internetowych opisów mrozoodporności z pewnym dystansem. Nie dlatego, że są całkowicie błędne, ale dlatego, że bardzo często pomijają najważniejszy szczegół: warunki mają znaczenie.

A czasem znaczenie ma też to, czy dana roślina jest zwykłą palmą… czy ewolucyjnym reliktem, który najwyraźniej pamięta jeszcze czasy dinozaurów i traktuje lekki mróz jak niewielką niedogodność.





Źródła:

Doświadczenia własne Kasi Drobnik, właścicielki Exotic Factory


Przejdź do strony głównejWróć do kategorii Blog
USTAWIENIA PLIKÓW COOKIE
Chcemy, żeby nasza strona działała jak marzenie – dlatego korzystamy z plików cookie. Dzięki nim uczymy się, co lubisz, a czego nie, i dostosowujemy się do Twoich kaprysów. Masz pełną kontrolę – wystarczy, że pogrzebiesz w ustawieniach swojej przeglądarki i powiesz „sprawdzam” tym ciasteczkom. Bo wolność wyboru to też nasza bajka.
Te ciasteczka są zawsze włączone, bo bez nich ten cały sklep by nie działał. Pamiętają Cię podczas jednej sesji albo – jeśli chcesz – nawet między kolejnymi wizytami. Dzięki nim koszyk nie zamienia się w koszmar, a zamówienie leci gładko. Do tego pilnują bezpieczeństwa i pomagają nam trzymać się prawa, bo nikt tu nie lubi problemów. Bez nich – bye bye wygodne zakupy.
Pliki cookie funkcjonalne – nasi marketingowi słudzy. Te ciasteczka pomagają nam robić więcej zamieszania na Twoją korzyść – poprawiają skuteczność marketingu i dostosowują go do Twoich kaprysów. Zapamiętują, co kliknąłeś/kliknęłaś, co wybrałeś(-aś) i jakie masz preferencje, żeby następnym razem nie trzeba było Cię męczyć od nowa. Krótko: działają tak, żebyś czuł(a) się jak król/królowa, a nie jak marionetka.
Pliki analityczne cookie – nasi anonimowi szpiedzy. Te ciasteczka zbierają anonimowe dane o tym, jak odwiedzający wchodzą w interakcję z naszym sklepem. Mierzą ilość wizyt i śledzą, skąd wpadacie. Dzięki temu możemy raportować, co się dzieje na stronie i poprawiać jej działanie, żebyś miał(a) wygodę podczas zakupów. Wszystko bez podglądania Twojej historii przeglądania – tylko suche fakty o tym, jak grasz u nas.
Pliki cookie reklamowe – nasi marketingowi snajperzy. Służą do promowania wybranych usług, produktów i wydarzeń, które mogą Cię zainteresować. Dlatego możemy wyświetlać reklamy naszego sklepu także w innych serwisach — tam, gdzie najczęściej się kręcisz. Ich zadaniem jest sprawić, żeby reklamy trafiały w sedno Twoich preferencji, a nie męczyły Cię tymi samymi powtórkami. Spokojnie, to nie spam – tylko info o tym, co nowego i ciekawego u nas w Exotic Factory.
ZATWIERDZAM
Korzystasz? To znaczy, że zgadzasz się na ciasteczka. Chcesz wiedzieć więcej? Zajrzyj do naszej polityki plików cookie — tam mamy wszystko rozpisane.
USTAWIENIA
ZAAKCEPTUJ TYLKO NIEZBĘDNE
ZGADZAM SIĘ
zamknij
Kontrast
Wielkość tekstu
Wysokość linii
Odstęp liter
Kursor
Skala szarości
Ukryj obrazy
Czytelna czcionka
Wyłączenie animacji
Wyrównanie tekstu
Nasycenie
Podkreśl odnośniki
Czytnik ekranu
Zresetuj wszystkie ustawienia